Koronavirus a moja jamistość rdzenia

Witaj Magda,

Dawno już nie pisałam w ramach tych ciągłych atrakcji , które na mnie spadają  i powodują, ze zaczynam się po prostu bać a strach jak wiadomo jest złym doradcą.

Jak może pamiętasz zakładałam bloga http://syringo-chiari-blog.pl   z myślą, m.in. jak się żyje w dobie koronawirusa z rzadkimi chorobami ( w  moim przypadku z wtórną jamistością rdzenia). Co więcej będąc „obciążona prezentem” w postaci gronkowca złocistego MRSA ( zakażenie szpitalne) w trakcie operacji kręgosłupa szyjnego w roku 2001 i skutków z tego wynikających m.in. z bólem przewlekłym na które od lat biorę opioidy. Niestety powodują one u mnie nawracające , nieprzyjemne mdłości jak zresztą najlepiej wiesz  z autopsji. Nie mogłam przewidzieć , że:

A oto historia

Po krótkim pobycie pod Warszawą (3 dni) kiedy zaczęłam mieć problemy z gardłem, gorączką , dreszczami  podjęłam decyzję o powrocie do W-wy.  W ośrodku w którym wynajęłam sobie pokój NIKT nie przestrzegał jakichkolwiek ośrodków ostrożności jak to młodzi ogniska, wódeczka, seks. A poza tym skoro rząd mówi jedno a robi drugie (nie tylko rząd) to oni korzystają z życia i słusznie.

Chwilę wcześniej powróciłam do swojego rehabilitanta pracującego w jednym ze szpitalami gdzie na oddziale wewnętrznym zmarło kilka osób na koronawirusa oczywiście mających inne współistniejące  choroby.

Po powrocie do W-wy kontynuowałam domową kurację na przeziębienie – aspiryna i takie inne, przeszło więc uważałam , że po prostu miałam pecha i się zaziębiłam.

Miałam kontakt od momentu wybuchu pandemii zaledwie z 2-3 osobami , które wpuściłam do swojego mieszkania.

Aż tu nagle:

– kilka dni po powrocie z powyższego ośrodka oprócz nasilenia się mdłości krople żołądkowe nie pomogły i wódka z pieprzem (zalecenie zaprzyjaźnionego lekarza) , doszły gwałtowne wymioty , zawroty głowy , kiepskie widzenie – rozmazujący się obraz i podwójne widzenie.

Niestety, nie przepisałam się do nowej przychodni w ramach zamiany mieszkania podobno na Ursynowie można a na Mokotowie już nie aby to zrobić telefonicznie . Nie mniej zadzwoniłam do mojej starej przychodni i pomimo próby odesłania do Sanepidu poprosiłam o kontakt lekarkę pierwszego kontaktu . Miała oddzwonić za kilka godzin a że ze mną było „średnio dobrze”więc zadzwoniłam do Medicoveru i zjawiła się pani doktor w stosownym ubranku, szybciutko. Poprosiłam aby usiadła bo wypisywała dokumenty na stojąco na to usłyszałam, że nie może bo mogła coś przynieść na ubraniu, zrobiło mi się jeszcze gorzej.

Kiedy powiedziałam, że choruję na chorobę rzadką i jestem na opioidach zorientowałam się , że pani doktor chyba nie za bardzo wie co ze mną zrobić i zaproponowała wezwanie karetki. I przewiezienie do szpitala w którym kilka osób było i zeszło na te inne współistniejące choroby. Dodatkowo dodała 2 zdania: a/ a może ma pani zakażenie tej rurki co ją pani wstawili …??? I b/ proszę się skontaktować z osobą, która ją pani wstawiła . Na to ja , że tej osoby nie ma jest na urlopie, – no to ktoś inny powinien to ocenić orzekła pani doktor a ja na to, że nikt się na tym nie zna – w co nie uwierzyła wypisując skierowanie do szpitala i badania oraz elektrolity plus coś na żołądek .

Dalej było coraz bardziej atrakcyjnie po wrzuceniu w  MZ ProteGo Safe test wyświetlił się na czerwono. I w tym wirującym, podwójnie widzianym świecie wciskam numer telefonu podany ww. aplikacji . Pan po drugiej stronie telefonu  jest cierpliwy, życzliwy , rozumiejący problem , rozmawiamy też o problemie całościowo a propos systemu zdrowia i obecnej sytuacji związanej z koronawirusem w Polsce. Jestem przekonana , że dzwonię do Sanepidu co okazuje się nieprawdą po połączyłam się z pracownikiem NFZ a Pan z „łapanki” bo poprzedni „padł na serce”. Dostaję telefon do Sanepidu ogólnego i przerywa nam rozmowę.

Dzwonię chyba na infolinię Sanepidu i wpadam do Makowa Mazowieckiego . Pani po drugiej stronie linii ogromnie miła, współczująca , nie może mi pomóc i doradzić co powinnam zrobić . Ogromnie empatyczna osoba tylko jej łzy zamiast mi pomóc dołują mnie coraz bardziej.

Przebiegają mi różne cudowne myśli przez głowę – koronawirus? Infekcja wstawionej  rurki ? powtórka z rozrywki patrz gronkowiec złocisty MRSA to już było grane !!! a ponieważ mieszkam sama to też się zastanawiam jak padnę w tej mojej chałupie – to ile będzie trwało nim się rozłożę czy i kiedy zareagują sąsiedzi, z którymi się zresztą  nie znam bo 2 mieszkania stoją chyba puste a 3 jest wynajmowane.  (patrz przypadek MP).

Przeżyłam jak widać i chyba się strułam tym ryżem i gotowanym mięsem ale już wiem jak w dobie koronawirusa działa system biorąc pod uwagę moją rzadką chorobę .

Zacznę wierzyć w przeznaczenie bo zakładając bloga do głowy by mi nie przyszło itd..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.