Strach

Kiedy usłyszałam diagnozę jamistość rdzenia, inaczej zwaną syringomyelią poczułam strach. Był taki oblepiający, ciągnący i paraliżował mnie od środka. Nazwa choroby nie mówiła mi nic . Będąc jednak po ogromnie ciężkich przejściach z neurochirurgami – perforacja gardła i niedowład 4 kończynowy, kilka lat wcześniej, wydawało mi się, że Nigdy już nie poddam się operacji, jakiejkolwiek .

Oczywiście ci lekarze, którzy się znali na chorobie kiwali nade mną głowami i nie chcieli mnie dotknąć. Nie dziwię się zresztą. Zostałam gdzieś po drodze poważnie uszkodzona – gronkowiec złocisty MRSA zrobił swoje a pewien tchórzliwy lekarz (stażysta), który nie miał jakiekolwiek pojęcia o stanach zapalnych kręgosłupa dołożył swoje. A jednak podjęłam w 2018 roku słuszną decyzję “oddając się w ręce ” profesora P.Kunerta. Oczywiście nie była to łatwa decyzja , obarczona dużym ryzykiem . Przed operacją usłyszałam , że może być lepiej, gorzej albo bez zmian.

Niedawno, (kwiecień 2021) usłyszałam o masywnym uszkodzeniu rdzenia w szyjnym i piersiowym a bardzo znany na świecie niemiecki neurochirurg napisał, że wyklucza kolejną operację, jest zbyt niebezpieczna.

Wiem, że choroba niestety postępuje, mogę to przyjąć tylko z pokorą. Jestem bezsilna ale pomimo bardzo złej sytuacji opieki medycznej w Polsce wiem gdzie szukać pomocy i tego się trzymam. Jednocześnie podjęłam decyzję , ze mój prywatny rehabilitant zostaje kolejne 2 lata, po tym czasie ,będzie mam nadzieję odrobinę lepiej z nogami .

Oswoiłam ten swój prywatny strach inaczej mogłabym tylko umrzeć psychicznie chociaż fizycznie dotykałam już śmierci kilkakrotnie , w samotności pomimo kilku osób , które wspierały mnie w ramach swoich możliwości

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.